Leszek Olszański
Ekonomista, redaktor, menedżer. Na co dzień zarządza stronami wyborcza.biz i pieniadze.gazeta.pl, od święta pisze utwory jak Dziennikarstwo internetowe oraz Media i dziennikarstwo internetowe. Pisuje też na Facebooku i Twitterze.
RSS


Blog > Komentarze do wpisu

Stan mediów. Niewesoły

Digital Payl Plans Take Root
Wy też nie czytaliście tegorocznego “State of the News Media”? :) Pew Research Center opublikował niedawno swój raport o stanie amerykańskich mediów i dziennikarstwa. Ja nie czytałem, ale ponieważ nieczytanie dorocznych medialnych proroctw Niemana zajęło mi dość czasu, by przekształciły się w kronikarskie zapiski, tym razem pozwolę sobie na podsumowanie już trzy dni po premierze.

 

Raport rozczarowuje na tyle, na ile rozczarowywać musi każdy kawał solidnej roboty badawczej, gdzie danych jest dostatecznie dużo, żeby nie dało się na ich podstawie budować prostych komunikatów z wykrzyknikami. Pesymiści i optymiści znajdą w raporcie miłe sercu argumenty, które postaram się przytoczyć.

 

Wieści wesołe

 

- Internet coraz ważniejszy jako źródło newsów. Przyswajanie informacji nie ginie w przyrodzie pożerane przez wściekłe ptaki, ma się ciągle nieźle i cały czas szczęśliwie migruje ze starych mediów do różnych form cyfrowych. Telewizja traci, internet zyskuje. Suchy ląd teoretycznie utrzymuje się nad wodą.

 Publiczność amerykańskich mediów

- Namiętność ludności do mizianych palcem tabliczek rożnego rozmiaru to dla mediów duża szansa, by wcisnąć się na waleta. Większość użytkowników smartzabawek znajduje dość czasu, by między fejsa i kulki wcisnąć chwilę na czytanie wiadomości. Ba, nosząc je non stop przy sobie mają po temu więcej okazji niż do tej pory, chętniej poznają nowe tytuły i częściej powracają do znanych od dawna. Co prawda ta miłość do dziennikarstwa jest najsilniejsza wśród osób starszych, ale chwileczkę, kto u was w rodzinie najwięcej słucha radia? No właśnie.

 

- Na pewno, dzięki społecznościowym mediom, które miały te tradycyjne zamordować (i próbują, choć z innej strony), wiadomości i komentarze stają się dla wielu ważniejsze niż do tej spory, bo mają więcej okazji, by o nich pogadać. To takie wkupne do towarzystwa, jak modne ubieranie się i słuchanie muzyki z list przebojów, żeby nie wypaść z obietu. Pozytywny snobizm cieszy.

 

- Skoro wkupne, to nic dziwnego, że się sprzedaje. Sukcesy (no dobra, budzące optymizm sukcesiki) w sprzedaży artykułów notują już nie tylko odwieczne potęgi NYT i WSJ ale też mniejsze tytuły. Wydawcy rzucają się na płatne treści jak diabeł na duszę. W USA takiego czy innego paywalla ma już ⅓ gazet (zostało ich jeszcze przy życiu 1380) - moc! Nowojorski Times już połowę przychodów uzyskuje ogólnie, ze sprzedaży treści a nie ogłoszeń, inne wydawnictwa jak Ganett czy Lee osiągają ⅓ , ¼ z opłat i ten udział wzrasta.

 

- Przychody z adwertoriali wzrosły w zeszłym roku o 38 proc. Ta działka ma wadę i zaletę. Budzi mnóstwo wątpliwości związanych z wiarygodnością przekazu, ale nikt jej mediom nie wydrze...

 

Niewesołe

 

- Zwolnienia, zwolnienia, zwolnienia. W USA do poziomu najniższego w tym wieku. Poza tym opuszczanie drogich siedzib w centrum na rzecz tanich biur na przedmieściach lub podnajmowanie stopniowo zwalnianej przestrzeni.

 

- Co szczególnie bolesne, ludzie to widzą. Znane z forów internetowych biadania na niską jakość mediów potrafią w końcu doprowadzić do porzucenia tego czy innego tytułu przez stałych użytkowników. Użytkownicy nie litują się nad trudnościami finansowymi, rozumują precyzyjnie: oni mają coraz mniej kasy, więc zwalniają, więc piszą mnie i gorzej, więc trudno, do widzenia. To szczególnie boli, kiedy ktoś planuje sprzedawać treść za pieniądze...

 

- … a ktoś inny, w szczególności rózni gatejumperzy, churnaliści, Radkowie Sikorscy, izraelskie ministerstwa obrony i Rupertowie Murdochowie wykorzystując słabość mediów biorą tłita z fejsem w garść i zaczynają nadawać. Nadawać swoją, niebezinteresownie wykrzywioną wersję rzeczywistości. W książce poświęciłem temu zjawisku sporo czasu i nie ma potrzeby pogłębiać jego opisu. Z jednej strony dostarcza ono dziennikarzom materiału do pogłębienia, analizy i weryfikacji. Z drugiej strony, dzięki niemu społecznościowe kanały napełniają się ułomną, ale oryginalną treścią.

 

 - (to raczej śmiesznostraszne) Teksty tworzone automatycznie zyskują na znaczeniu. OK, to są na razie bączki z cyklu “WIG20, mimo iż przez większość dnia utrzymywał się nad kreską, zakończył sesję wynikiem -0,75 proc., najniższym od listopada ubiegłego roku”, czyli coś co Reuters i reszta testują od kilku lat. Ale paru praktykantów to posady pozbawi na korzyść programistów z Narrative Science.

 

- Scylla i Charybda internetu, czyli Google,  Facebook  i rosnący Twitter pochłaniają coraz większą część reklamowego ciasta. To ciasto rośnie co prawda całkiem szybko, jednak to nie dostawcy treści tuczą się na tym wzroście, lecz sprytni, nowocześni pośrednicy. Głównie Google i Facebook, którzy rządzą nie tylko w swoich tradycyjnych ogródkach, reklamie wyszukiwarkowej i społecznościowej, ale także w tradycyjnej reklamie display...

 Google na czele w reklamie display w USA

Wschodzące gwiazdy rynku reklamy to jak wiemy  wideo, adwertoriale i mobile. W mobilnych niestety rządzi jak zwykle... Google i Facebook.

Reklamy mobilna w USA w podziale na marki

- W tym trudnym środowisku, na jednego dolara zyskanego w reklamie internetowej amerykańskie gazety tracą... szesnaście. Takie krwawienie nie może trwać wiecznie.

W działce wideo udaje się wydawcom co nieco osiągnąć, ale wciąż daleko za Youtubową czołówką najpopularniejszych kanałów. Trudno dogonić prawdziwków.

 

- Wzrastające przychody z subskrypcji cieszą, niestety wciąż nawet u największych nie zasypują one w pełni ponoszonych gdzie indziej strat. Na swój punkt zwrotny, podobny punktowi zwrotnemu przemysłu muzycznego, media wciąż czekają. Niezwykle miło będzie móc go opisać.

piątek, 22 marca 2013, lesheque

Polecane wpisy